Makroekonomia
Dlaczego polska inflacja spada wolniej niż w strefie euro?
Struktura naszej gospodarki sprawia, że dezinflacja to w Polsce dłuższy proces niż w Niemczech czy Francji.
W pierwszym kwartale 2024 roku inflacja w Polsce wynosiła około 3,5–4%, podczas gdy średnia dla strefy euro oscylowała bliżej 2,5%. Różnica nie jest dramatyczna, ale jest trwała — i wynika z kilku konkretnych przyczyn, które warto znać. Po pierwsze, Polska jest bardziej uzależniona od energii importowanej niż większość krajów zachodnioeuropejskich. Kiedy ceny nośników energii na rynkach globalnych rosły gwałtownie w 2022 roku, trafiły do nas z pełną siłą. Schładzanie tych cen przebiega symetrycznie — czyli wolno. Po drugie, presja płacowa w Polsce jest wyraźnie silniejsza niż na Zachodzie. Realne wynagrodzenia rosną w tempie 5–7% rok do roku, co podtrzymuje popyt wewnętrzny i nie pozwala inflacji usługowej opaść szybko. Po trzecie, w 2024 roku wygasły tarcze antyinflacyjne na energię i żywność, co przejściowo podbija odczyty CPI, nawet jeśli globalny trend dezinflacyjny trwa. Efekt tarcz jest jednorazowy, ale statystycznie widoczny. Czy to oznacza, że Polska jest w złej sytuacji? Niekoniecznie. Wyższy wzrost PKB i silniejszy rynek pracy częściowo rekompensują wyższą inflację — pytanie, jak długo uda się utrzymać tę równowagę przy ograniczonej przestrzeni dla RPP do cięcia stóp.
Warto też spojrzeć na inflację bazową, czyli tę z wyłączeniem energii i żywności — ona w Polsce wynosi wciąż ponad 3% i opada wolniej niż w strefie euro. To sygnał, że presja cenowa jest zakorzeniona w usługach i kosztach pracy, a nie tylko w zewnętrznych szoków. NBP ma tu ograniczone pole manewru: zbyt szybkie cięcia stóp mogłyby odbić się inflacją wtórną, zbyt wolne — hamowałyby wzrost. Dlatego Rada Polityki Pieniężnej zachowuje ostrożność, która część komentatorów irytuje, ale którą ekonomiści rozumieją jako racjonalną odpowiedź na lokalne uwarunkowania. Prognoza na 2025 rok zakłada zejście inflacji poniżej 3%, ale realizacja zależy od globalnych cen surowców, kursu złotego i tempa wzrostu płac — czynników, których nikt dziś nie kontroluje w pełni.
